Zaplanuj w tym roku lekturę Biblii z myślą o wytrwałości, nie o ilości
Wzrosła również sprzedaż tradycyjnych, papierowych wydań Biblii, a początek roku to prawdopodobnie najpopularniejszy moment na zakup pozycji takich jak The One Year Chronological Bible czy The Bible Recap 365-Day Chronological Study Bible. Obok numerów rozdziałów czekają puste kratki do odznaczania postępów.
Wszystko to brzmi jak dobra wiadomość, prawda? Po części.
Plany czytania Biblii w rok rzeczywiście dają przejrzysty harmonogram codziennego przebywania z Pismem Św. W idealnym scenariuszu pomagają budować trwały nawyk. Zachęcają do wyjścia poza ulubione fragmenty i sięgnięcia po te trudniejsze. Dają poczucie osiągnięcia celu – a to bez wątpienia zaleta.
Ale te plany mają też swoje wady – i przy rosnącej popularności warto się nad nimi pochylić:
- Skupiają się bardziej na ilości niż na jakości, co prowadzi do powierzchownego rozumienia i niskiego poziomu zapamiętywania treści, a także pomijają rolę modlitwy i medytacji w przyswajaniu Słowa.
- Uczą, by czytać szybko i w pojedynkę, zamiast powoli i we wspólnocie Kościoła.
- Nakładają ludzkie ambicje na żywe Słowo – Słowo, które ma swoje własne cele, wykraczające poza nasze.
- Budzą pokusę pychy, gdy udaje się dotrzymać tempa, i poczucie wstydu, gdy się nie nadąża.
Czytanie zbyt pobieżne jest lepsze niż żadne – ale z mojego doświadczenia wynika, że skutkiem rocznych planów częściej bywa całkowite porzucenie codziennego czytania Biblii. Jako liderka wspólnoty, wolontariuszka i nauczycielka biblijna, obserwowałam dziesiątki osób zaczynających w styczniu od Księgi Rodzaju – rówieśników, starsze kobiety, członków grup domowych. Na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy dotarli w grudniu do Apokalipsy.
W większości przypadków niepowodzenie w realizacji planu prowadziło do całkowitego porzucenia codziennej lektury Słowa. Może tak by się stało bez względu na przyjętą strategię – to możliwe. Ale skala i tempo tych rocznych planów wydają się szczególnie problematyczne.
YouVersion nie podaje danych dotyczących ukończenia rocznych planów, a liczby pobrań podcastów niewiele mówią (większość słuchaczy subskrybuje nowy program, więc wszystkie odcinki trafiają na ich telefony, niezależnie od tego, czy są słuchane). Ale w 2014 roku serwis Bible Gateway udostępnił swoje statystyki redakcji Christianity Today.
Wówczas liczba uczestników planów szczytowała 1 stycznia i spadała o 30% już w pierwszym tygodniu. Do końca lutego ruch związany z planami czytania spadał o kolejną jedną trzecią, a do maja – o połowę. Wyniki tylko nieznacznie lepsze niż statystyki dotyczące realizacji jakichkolwiek postanowień noworocznych.
Dlaczego tylu ludzi rezygnuje? Powodów jest wiele. Dwa są szczególnie istotne.
Po pierwsze – ogólny stan czytelnictwa. Dane są wymowne: ponad 50% dorosłych Amerykanów nie przeczytało w ciągu ostatniego roku żadnej książki, a 22% nie przeczytało nic od trzech lat. Mniej niż 9% dorosłych czyta poezję (a jedna trzecia Biblii to poezja). Około 20% Amerykanów ma trudności z czytaniem czegoś dłuższego, a 54% dorosłych wykazuje umiejętności czytelnicze poniżej poziomu szóstej klasy szkoły podstawowej (Biblię w przekładzie NIV przetłumaczono na poziomie ósmej klasy).
Narodowa Fundacja Sztuk (NEA) stwierdza: „Samo czytanie to umiejętność rozwijana stopniowo, wymagająca lat edukacji i praktyki”. Jeśli Amerykanie nie ćwiczą tej umiejętności, nie możemy oczekiwać, że będą dobrymi czytelnikami Biblii.
Podcasty i Biblie w wersji audio mogą pomóc, ale nie są cudownym rozwiązaniem. Poza osobami z trudnościami w czytaniu, słuchanie raczej nie przekłada się na lepsze zrozumienie i zapamiętywanie niż czytanie tekstu drukowanego. I nie rozwiązuje to problemu malejącej zdolności koncentracji i krytycznego myślenia.
Amerykanie nie są dobrymi czytelnikami, a Biblia to trudna lektura. Czytanie jej w rok? Trzy rozdziały dziennie, codziennie? Dla przeciętnego uczestnika nabożeństw to niemal z góry skazane na niepowodzenie.
Roczne plany mogą się sprawdzić u osób, które i tak dużo czytają. Dla nich to wyzwanie, ale możliwe do wykonania. Sama trzykrotnie przeczytałam Biblię w rok – ale czytanie to moja praca, a przed pierwszym podejściem znałam już większość Pisma. Nawet wtedy było trudno (nigdy nie zmieściłam się w słynnych „20 minutach dziennie”). I tu dochodzimy do drugiego powodu, z którego wielu ponosi porażkę.
Roczne plany zakładają prosty cel: przeczytać całą Biblię. Ale by to osiągnąć, większość ludzi musi najpierw wyrobić nawyk codziennego czytania. A te plany nie są zaprojektowane w sposób sprzyjający budowaniu nawyków.
Według naukowców zajmujących się zachowaniami, nawyki tworzymy, wyznaczając sobie małe, łatwe cele i stopniowo je zwiększając. To zasada stojąca za bestsellerem Atomic Habits. Jak pisze autor James Clear: „Zamiast próbować od razu zrobić coś wielkiego, zacznij od małego i stopniowo się rozwijaj. Wraz z postępem rośnie twoja motywacja i siła woli, co ułatwia wytrwanie”.
Clear podkreśla też wagę czerpania radości z samego procesu, a nie wyłącznie z osiągania celu: „Gdy zakochasz się w procesie, a nie w wyniku, nie musisz czekać, by pozwolić sobie na satysfakcję. Możesz być zadowolony, gdy tylko twój system działa”.
Tymczasem plany roczne dzielą Biblię na duże, równe porcje, zamiast zaczynać od małych kroków. Szybko prowadzą do trudnych ksiąg, jak Księga Kapłańska. Nie oferują też pomocy dydaktycznej – trudno w 20 minut dziennie zarówno przeczytać fragment, jak i nauczyć się czytania Biblii.
Z mojego doświadczenia ze studentami chrześcijańskich uczelni wynika, że większość z nich potrzebuje zatrzymywać się co dwa–trzy wersety, by coś wyjaśnić. Często nie rozumieją terminologii teologicznej. Mają pytania o charakter Boga. Zastanawiają się, co się dzieje, gdy ich wartości zderzają się z tekstem.
Ale najczęściej chodzi po prostu o zrozumienie: Kto to był? Co zrobił? Co mówi? Dlaczego to powiedział? Jeśli pomijamy te kwestie, tracimy nawet podstawowe rozumienie treści. Czy można uznać, że czyta się Biblię, jeśli nie wiadomo, co się właśnie przeczytało?
Widziałam, jak młodzi ludzie zakochują się w Biblii – ale nie dzięki szybkiemu czytaniu.
Wielkie cele i szybkie tempo wyczerpują siłę woli i faworyzują sam cel (przeczytanie całej Biblii), zamiast budować rzeczywistą motywację do kontaktu ze Słowem. Czytelnik nie cieszy się samym procesem, bo zwykle goni za zaległościami.
Czasem dobrze jest usiąść i przeczytać całą księgę naraz albo wysłuchać jej na głos, jak robiono to w pierwotnym Kościele. Ale słowem kluczowym jest „czasem”.
Co więc działa najlepiej, jeśli chcesz w tym roku częściej sięgać po Biblię?
Ponieważ nasza zdolność skupienia jest ograniczona, a nawyk dopiero się kształtuje – nowi czytelnicy powinni zacząć małymi krokami, powoli. Jeden Psalm dziennie. Ewangelia czytana w spokojnym tempie. Zamiast pobieżnie przelecieć przez całe Kazanie na Górze w jeden dzień (dzień 259 planu rocznego), warto podzielić tekst na mniejsze fragmenty, dać sobie czas na zadanie pytań i przemyślenie wniosków.
Ponieważ większość osób nie czerpie jeszcze przyjemności z czytania Biblii, warto połączyć ten czas z czymś, co już się lubi, i celebrować osiągnięcie kolejnych etapów. Czytaj Biblię przy porannej kawie. Czytaj ją z kimś, kogo lubisz – przyjacielem, współmałżonkiem. Na werandzie. Po treningu, w przypływie endorfin. Nagródź się za wytrwałość – nowym zakreślaczem, ulubionym ciastkiem, piosenką puszczaną tylko po osiągnięciu celu. Pomódl się psalmem dziękczynnym.
Ponieważ czytanie jest dla wielu trudne, a Biblia to szczególne wyzwanie – nowi czytelnicy powinni szukać nauczycieli. Nie tylko tych internetowych, ale przede wszystkim ludzi z krwi i kości, którzy odpowiedzą na pytania w czasie rzeczywistym. Może to oznaczać cotygodniowe spotkania z mentorem albo udział w studium biblijnym w lokalnym kościele.
Ja sama pokochałam Biblię dzięki mojemu dziadkowi. Chodziłam z nim na spotkania biblijne i obserwowałam, jak rozpromieniał się, tłumacząc trudne fragmenty ciekawym członkom wspólnoty. Chciałam kochać Biblię tak jak on. I w końcu pokochałam.
Nauczyłam się wytrwałości w czytaniu Biblii w parafialnej sali, studiując Księgę Daniela przy białych, plastikowych stołach. Jako młoda mama w gronie emerytów podziwiałam ich zaangażowanie i sama chciałam być wytrwała. Z czasem czytałam coraz wierniej.
Z czasem korzystałam z różnych form: planów skupionych na jednej księdze z YouVersion lub BibleProject, lektur z komentarzami, studiów grupowych opartych na materiałach Beth Moore czy Priscilli Shirer, a także wspólnego czytania z dziećmi.
Ale najbardziej skuteczne okazało się coś prostego – wybranie stałego miejsca, zostawienie tam Biblii, codzienne przychodzenie z gorącą kawą i danie sobie przyzwolenia, by czytać tyle, ile chcę. Czasem to było dziesięć wersetów. Czasem cała księga. Gdy opuściłam dzień, nie czułam wstydu. Nie było zaległości do nadrabiania. Była tylko kawa, kanapa i księga, którą lubię czytać w obecności Boga, o którym lubię czytać.
Gdy czytelnik rozwinie w sobie i pragnienie, i dyscyplinę potrzebną do regularnej lektury, wtedy można rozważyć przeczytanie całej Biblii. Pasja i nawyk będą najlepszymi przewodnikami.
Małe cele i wolne tempo nie przemówią do wszystkich. Częściowo to dlatego plany roczne są tak popularne – oferują szybkie osiągnięcie celu „przeczytania całej Biblii”.
Podobnie jak listy „bucket list” (zobaczyć wszystkie parki narodowe, zjeść pizzę w każdej dzielnicy, odwiedzić wszystkie kontynenty) czy gra w Pokemony (złapać je wszystkie), motywacja często wynika z potrzeby zdobywania i osiągania.
Może więc pierwszym krokiem dla współczesnego Kościoła w Ameryce powinno być porzucenie myślenia w kategoriach wygranej, punktów i „odhaczonych” zadań – i nauczenie się kochać samą drogę: wzrastanie w poznaniu i miłości do Boga, bez względu na to, ile to potrwa.
Autorka: JL Gerhardt.
Źródło: Christianity Today


