Dziwne oblicze buntu
Od dwóch lat słyszeliśmy o buncie w rzymskokatolickim klasztorze betanek w Kazimierzu Dolnym. Kilkadziesiąt zebranych tam zakonnic pod przywództwem zdegradowanej przełożonej wypowiedziało posłuszeństwo zwierzchnictwu zakonu i całej władzy kościelnej. Nie opuszczając klasztoru zaczęły w oparciu o prywatne, rzekome objawienia od Ducha Świętego praktykować życie zakonne po swojemu.
Gdy w końcu do okupowanego przez zakonnice budynku wkroczyła policja, cały kraj zobaczył dziwne oblicze buntu: Uśmiechnięte młode zakonnice, rozśpiewane, chętne do rozmowy i nie stawiające żadnego oporu fizycznego. Zazwyczaj bunt kojarzy nam się z jakimś dramatycznym i gwałtownym, a nawet groźnym zachowaniem buntowników, a tu kompletne zaskoczenie. Aż trudno uwierzyć, że potrzebne było całe to widowisko z kilkoma pododdziałami policji.
A jednak było potrzebne, ponieważ te sympatyczne siostry od ponad roku zajmowały budynek klasztoru całkowicie nielegalnie i zupełnie nie zamierzały się podporządkować ani władzy kościelnej, ani też władzy świeckiej.
Przyglądając się tej sprawie i rozważając w sercu jej duchowe podłoże postanowiłem skorzystać z okazji, aby poruszyć sprawę buntu także w odniesieniu do naszego środowiska.
Rzadko się zdarza, by w zborze ewangelicznym dochodziło do drastycznych form buntu i do rozstrzygnięć siłowych. Wśród nas bunt ma całkiem inne oblicze. Najczęściej mamy do czynienia z osobami rozmodlonymi, gorliwymi, cytującymi Biblię i podkreślającymi kierowniczą rolę Ducha Świętego w ich życiu, a jednocześnie stawiającymi wobec duszpasterskich i administracyjnych poczynań przywódców zboru wyraźny opór.
Czy w takich przypadkach można jednak mówić o buncie? Nie dajmy się zbałamucić. Uśmiech na twarzy, modlitwa na ustach, gitara i śpiew uwielbienia dla Pana, Biblia pod pachą ? to mogą być bardzo mylące pozory!
Przejdźmy do konkretów. Słowo Boże naucza: „Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, czy to namiestnikom, jako przezeń wysyłanym dla karania złoczyńców, a udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią. Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich, jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, króla czcijcie” [1Pt 2,13-17]. „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę” [Hbr 13,17].
Osoba prowadzona przez Ducha Świętego okazuje posłuszeństwo wezwaniom Pisma. „U tego, kto odwraca ucho, aby nie słyszeć nauki, nawet modlitwa jest ohydą” [Prz 28,9]. Praktycznie rzecz biorąc, nawet w przypadku gdy zachowanie zwierzchników pozostawia wiele do życzenia, chrześcijanin niezmiennie zobowiązany jest do podporządkowania się im, oczywiście w granicach zakreślonych przez Słowo Boże. „Domownicy, bądźcie poddani z wszelką bojaźnią panom, nie tylko dobrym i łagodnym, ale i przykrym” [1Pt 2,18]. Nie można jednocześnie i być posłusznym Słowu, i lekceważyć zwierzchność.
Tymczasem bardzo wielu współczesnych członków ewangelicznych zborów z uśmiechem na twarzy i z bardzo duchowymi słowami na ustach, stawia wyraźny opór w stosunku do swoich duszpasterzy. Krytykują ich, atakują, obmawiają i wręcz programowo się im sprzeciwiają. Jak wspomniane betanki bynajmniej nie wyglądają na buntowników. Chętnie biorą udział w spotkaniach chrześcijańskich gdzieś w nowym miejscu, modlą się i spotykają się tam z niemal całkowitą aprobatą. Nie zmienia to faktu, że są w stanie buntu, tyle że o dziwnym obliczu. Nie każdy potrafi to rozpoznać.
Marian Biernacki, pastor Centrum Chrześcijańskiego Nowe Życie w Gdańsku



Jak więc zionterpretować „nieposłuszeństwo” i „bunt” Marcina Lutra, który przeciwstawił się swym Rzymskokatolickim Przełożonym?
Z pamięcią w modlitwie – Kunegunda