Dla dzieci
Ze świata

Chrześcijanie w Zimbabwe sprzeciwiają się proponowanej legalizacji aborcji

Jedna kobieta ostrzegła senat przed "cichymi konsekwencjami, których nigdy nie uchwalą prawem".

Maria Shingi, dziś mieszkanka Harare w Zimbabwe, wspomina, że nieplanowana ciąża sprzed dekady była dla niej jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń w życiu. W wieku 30 lat zaszła w ciążę w wyniku romansu ze starszym, żonatym dyplomatą. Obawiając się społecznego napiętnowania i życia w relacji poligamicznej, zdecydowała się na nielegalną aborcję.

Lekarz zapewniał ją, że zabieg będzie prosty i bez konsekwencji. Po kilku dniach pojawiły się jednak powikłania, a rozmowa z innym ginekologiem uświadomiła jej, czym w rzeczywistości był zabieg. Shingi popadła w depresję, zmagała się z myślami samobójczymi i uzależnieniem od alkoholu.

Dziś publicznie sprzeciwia się nowemu projektowi ustawy medycznej, który może znacząco złagodzić prawo aborcyjne w Zimbabwe. Projekt, przyjęty już przez Zgromadzenie Narodowe, trafił do Senatu. Przewiduje on możliwość aborcji „na żądanie” do 12. tygodnia ciąży oraz do 20. tygodnia w przypadku zagrożenia zdrowia, dobrostanu psychicznego lub sytuacji socjoekonomicznej kobiety.

Obowiązujące obecnie prawo z 1977 roku dopuszcza aborcję jedynie w przypadku gwałtu, kazirodztwa, zagrożenia życia matki lub ciężkich wad płodu. Środowiska pro-life ostrzegają, że nowe przepisy mogą prowadzić do nadużyć, w tym aborcji z powodów społecznych, selekcji ze względu na płeć lub niepełnosprawność oraz osłabienia ochrony nieletnich.

Aktywiści zwracają również uwagę na rosnący wpływ międzynarodowych organizacji wspierających liberalizację prawa aborcyjnego oraz na brak wystarczających form wsparcia dla kobiet w kryzysowych ciążach.

Shingi podkreśla, że jej doświadczenie pokazuje długofalowe skutki psychiczne aborcji. Po latach walki z uzależnieniem i dzięki terapii oraz wsparciu wspólnoty religijnej pozostaje trzeźwa od czterech lat.

W liście do parlamentarzystów napisała, że legalizacja aborcji „nie rozwiązuje kryzysu, lecz tworzy nowy”, a prawdziwe skutki – emocjonalne i psychiczne – pozostają niewidoczne w debacie publicznej.

Opr. red. na podst. Christianity Today

pokaż więcej

Podobne wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button