Ze świata

Dlaczego syryjscy pastorzy mimo wojny zostają w kraju

Pastor Mazen Hamate podczas wydarzenia powrotu do szkoły, które jego kościół zorganizował dla syryjskich dzieci we wrześniu 2025 roku.

Historia pastora Valentine’a Hanana to opowieść o wojnie i ciągłym przesiedleniu, które towarzyszą mu od początku syryjskiej wojny domowej w 2011 roku. Pochodzący z Aleppo duchowny czterokrotnie wraz z rodziną uciekał przed walkami. W grudniu 2024 roku, po obaleniu prezydenta Baszara al-Asada przez koalicję islamistycznych rebeliantów, wrócił do miasta, gdzie służy wiernym z kurdyjskiej mniejszości w Kościele Ewangelikalnego Aliansu Chrześcijańskiego w Aleppo.

W 2025 roku jego wspólnota mierzyła się z okresowymi starciami zbrojnymi. W styczniu napięcia między rządem Syrii a kurdyjskimi bojownikami gwałtownie wzrosły. Walki w dzielnicach Sheikh Maqsood i Ashrafieh zmusiły Hanana oraz wielu członków kościoła do ucieczki z domów.

Pod ostrzałem i ogniem snajperów pastor ewakuował żonę i dzieci do domu rodziców w innej części miasta. Następnie wraz z kościołem otworzył świątynię dla przesiedlonych, zapewniając schronienie, posiłki i lekarstwa ponad 50 rodzinom.

11 stycznia, po kilku dniach walk, w których zginęły co najmniej 23 osoby, a około 150 tys. zostało zmuszonych do opuszczenia domów, kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne wycofały się z dzielnic Aleppo. Gdy Hanan wrócił na miejsce, zobaczył zniszczone domy i ciała leżące na ulicach. „Przez cztery dni nie mogłem uwolnić się od tych obrazów” – wspomina.

Wielu wiernych po powrocie zastało splądrowane mieszkania. Kościół pomógł im kupić materace, naczynia i podstawowe wyposażenie. Nabożeństwa szybko wróciły do normalnego rytmu, choć początkowo ograniczono wielkość spotkań domowych z obawy przed podejrzeniami wobec większych zgromadzeń Kurdów.

Trwający od lat konflikt doprowadził do dramatycznego spadku liczby chrześcijan w Syrii. Przed wojną mieszkało ich około 2,1 mln, dziś – według organizacji Open Doors – około 300 tys. Wielu wyjeżdża z powodu przemocy, niestabilności i zapaści gospodarczej.

Mimo to Hanan i inni pastorzy uważają, że ich powołaniem jest pozostać i służyć lokalnym wspólnotom. „Moją wizją jest zbawienie mojego narodu. Czuję, że to odpowiedzialność. Bóg postawił mnie w tym miejscu – to nie przypadek” – podkreśla.

Chrześcijanie obawiają się jednak rosnącego wpływu nowego sunnickiego rządu islamistycznego. W czerwcu 2025 roku zamach samobójczy w greckokatolickim kościele w Damaszku zabił co najmniej 25 osób, pogłębiając poczucie zagrożenia wśród wiernych.

Równocześnie kraj pogrążony jest w głębokim kryzysie gospodarczym: ponad 90 proc. Syryjczyków żyje poniżej granicy ubóstwa, a prąd z państwowej sieci dostępny jest jedynie przez kilka godzin dziennie. Brak pracy i perspektyw skłania wielu, zwłaszcza młodych, do emigracji.

Niektórzy jednak zostają – z braku środków, z powodu rodziny lub poczucia powołania. „Żyjemy tylko raz. Dlatego warto przeżyć życie, które ma sens – nawet jeśli nie jest najłatwiejsze” – mówi jeden z pastorów z okolic Damaszku.

Hanan patrzy w przyszłość z nadzieją. Wierzy, że mimo przemocy i przesiedleń Ewangelia dociera do nowych ludzi. Coraz więcej Kurdów – jak mówi – interesuje się chrześcijaństwem i przychodzi na spotkania kościoła.

„Naszą wizją jest zmieniać historię. Kiedyś nie istniało coś takiego jak kurdyjscy chrześcijanie. Dziś staje się to rzeczywistością.”

Źródło opr.: Christianity Today

pokaż więcej

Podobne wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button