Świadectwo: Z Bogiem nie ma rzeczy niemożliwych

Generał
Dzieciństwo miałem niezbyt ciekawe; mój tata był kelnerem i nadużywał alkoholu, a po pewnym czasie także moja matka zaczęła zaglądać do kieliszka. Tata często wracał późno, a mama, aby uniknąć awantur, szła wcześnie spać. Nikt nie zwracał uwagi na to, co robiłem… Miałem 11 lat i zaprzyjaźniłem się 20-, 30-latkami. Stworzyliśmy szajkę przestępczą, byłem mały, a oni wsadzali mnie przez wentylatory, okna i inne otwory do sklepów, kiosków, domów i ja je okradałem. Potem z towarem szliśmy na melinę i tam widziałem rzeczy, których jako dziecko nigdy nie powinienem był oglądać. Oczywiście, nie chodziłem do szkoły; rodzicom otworzyły się oczy dopiero wtedy, gdy w wieku 13 lat zamknięto mnie w domu poprawczym. Byli bardzo zdziwieni.
W poprawczaku byłem najniższy, więc moje mizerne rozmiary nadrabiałem agresją i brawurą, zyskałem tym sobie przydomek „generał”. Od dzieciństwa poświęcałem się księciu ciemności, a diabeł wykorzystywał mnie do wszystkiego. Wdawałem się w bójki, organizowałem ucieczki, więc byłem odsyłany od zakładu do zakładu. Nikt nie mógł dać sobie ze mną rady. Gdy ukończyłem zawodówkę, wypuszczono mnie z poprawczaka, ale na wolności wytrzymałem tylko trzy miesiące. Zamiast szukać pracy albo szkoły, zmienić coś w swoim życiu zostałem skinheadem. Nienawidziłem Żydów, Cyganów, kolorowych, pijaków, narkomanów, policjantów, sędziów. Wszyscy byli dla mnie śmieciami. W końcu zamknięto mnie w więzieniu za pobicie Murzynów na rynku we Wrocławiu…
Zmiana na gorsze
Więzienie było prawdziwą szkołą zła. Tam diabeł ma pole do popisu! Jest tam przemoc, terror, zboczenia seksualne, wyzysk… Uległem temu wszystkiemu i było ze mną coraz gorzej. Wszczynałem bójki, lądowałem w szpitalach, wysyłano mnie do coraz to nowych więzień. W 1981 i 1989 r. byłem inicjatorem ogólnopolskich buntów w więzieniach. W końcu ciągle zamykano mnie w izolatkach, abym nie miał kontaktu z innymi ludźmi i nie namawiał ich do buntów.
Oczywiście ani poprawczakach, ani w więzieniu nikt mi nie mówił o Bogu, o miłości, o dobrych rzeczach. Nie wiedziałem, czym jest miłość do innej osoby. Nigdy nie chodziłem do kościoła, na religię, w tamtych czasach człowiek był uczony w poprawczaku na ateistę – był młody i można mu było zrobić wodę z mózgu. I tak mijały lata, a mój stan był coraz gorszy. Tak naprawdę jedyną osobą, która dawała mi choć cień nadziei, była moja mama – tylko ona przyjeżdżała do mnie w odwiedziny, zimą i latem jeździła po kilkaset kilometrów, odmroziła sobie raz nogi. Ona jedna mnie kochała i miała nadzieję, że moje życie kiedyś się zmieni. Byłaby teraz szczęśliwa… Kiedy przyjeżdżała do mnie na widzenia, ja obiecywałem jej, że się zmienię. Chciałem to zrobić, ale kiedy mama odjeżdżała ? byłem wciąż tym samym człowiekiem.
Konsekwencje wyborów
W 1989 r. opuściłem zakład karny i od razu wpadłem w świat przestępczości zorganizowanej. Handlowaliśmy narkotykami, alkoholem… Pracowałem na dyskotece, sprzedawałem narkotyki młodzieży. W tym czasie poznałem dziewczynę, wzięliśmy ślub, urodziło nam się dziecko. Kiedy dowiedziała się, czym się zajmuję, postawiła mi ultimatum: albo ona, albo to, co robiłem – przestępczość. Wybrałem to drugie… Żona odeszła, zabrała córkę. Tuż przed tym umarła moja mama, miesiąc później tata. Sądzę, że się przyczyniłem do wczesnej śmierci mamy – ona przecież żyła w ciągłych nerwach o mnie, zżerał ją stres; zresztą – cała moja rodzina obwiniała mnie o to… Ale dziś wiem, że Bóg mi to przebaczył.
Moja żona szybko znalazła sobie innego mężczyznę, moja córka poszła na bok. Dlatego że nie było mnie z nią, jest teraz narkomanką. Mieszka teraz z inną kobietą w Londynie. Cóż, czyniłem wiele zła w swoim życiu. Trafiłem ponownie do więzienia, tym razem za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, za wymuszenia i handel narkotykami. W więzieniu coś złego zaczęło się ze mną dziać, awantury, kłótnie, bójki jeszcze częściej niż zwykle.
Ale w pewnym momencie na spacerze podszedł do mnie człowiek, powiedział mi, że są tam spotkania wierzących, że się modlą, że jest Jezus, który mnie kocha. Pobiłem tego człowieka, nie spodobało mi się to, co mówił. Ale wiem, że on zasiał wtedy ziarenko, które później wydało plon, coś w moim sercu robiło.
Wyrok śmierci i zbawienie
Zacząłem wariować, wdawałem się w bójki nawet z funkcjonariuszami… Kiedyś zostałem strasznie pobity i doznałem uszkodzenia oka. Zacząłem się dusić, a ból głowy był nie do zniesienia. Zabrano mnie więc do szpitala, a później do Centrum Onkologii w Gliwicach. Lekarze odkryli w moim oku raka, stwierdzili, że nic nie da się zrobić, bo przy operacji nastąpią przerzuty. Powiedzieli mi: korzystaj z życia. A ja wtedy miałem perspektywę 15 lat więzienia. Wróciłem do więzienia… Jak tu korzystać z życia? Rzuciłem się w szyby, chcąc popełnić samobójstwo, ale mnie odratowali – stąd blizny na mojej twarzy. W sumie 8 razy chciałem odebrać sobie życie, podrzynając sobie gardło, aortę, żyły…
Widziałem swoją śmierć, widziałem siebie leżącego na stole operacyjnym, przeżyłem śmierć kliniczną. Bóg zawsze mnie ratował, pozwalał mi dalej żyć. Nie mogąc się zabić, leżąc w izolatkach, zacząłem myśleć o swoim życiu i przypomniało mi się słowa tego chłopaka na spacerze. Myślałem, czy Bóg może mnie kochać? Czy w ogóle istnieje?
Postanowiłem się leczyć i poszedłem do biblioteki, aby znaleźć książkę o nowotworach. Takiej książki nie znalazłem, ale za to znalazłem magazyn ?Absolutnie Fantastyczne?… Napisałem do nich, szybko odpisał do mnie jeden z braci. Zacząłem ten list czytać ale kiedy przeczytałem słowa brata, że mnie kocha miałem ochotę wyrzucić list do kosza. Na szczęście przeczytałem do końca i dowiedziałem się, że Jezus umarł za mnie na krzyżu, że cierpiał za moje grzechy. I tak zaczęła się moja droga do nawrócenia. Pewnej nocy pamiętam, że miałem najpierw sen, obudziłem się i widziałem światło i głos mówiący: „Przyjdź do mnie!”. Wtedy przyjąłem Jezusa, zacząłem się modlić i wyznawać swoje grzechy. Przypominały mi się moje przewinienia, półtorej godziny wyznawałem grzechy i płakałem. Funkcjonariusze myśleli, że zwariowałem.
W poszukiwaniu chrześcijan
Zacząłem wtedy szukać grup wierzących, które spotykały się w więzieniu. Poszedłem najpierw do Świadków Jehowy, ale kiedy prowadzący mówił coś, co było niezgodne z Biblią, ja mu przerywałem. Za którąś uwagą wygonił mnie. Przychodzili też wierzący z Kościoła zielonoświątkowego; przysłuchałem się temu, co mówili i dobrze mówili, słyszałem prawdę. Tam po raz drugi – przy wszystkich – przyjąłem Jezusa. Od tamtej pory moje życie zaczęło się zmieniać ? w więzieniu należałem do organizacji grypsujących; a oni nie chcieli, abym chodził na spotkania z chrześcijanami. Modliłem się do Boga, co mam zrobić, a Pan Jezus powiedział mi: musisz wybrać ? czy idziesz za mną, czy za diabłem. Odpowiedziałem im: Wybrałem Jezusa, idę za Jezusem, rezygnuję z grypsowania. To był dla nich szok, dla wielu byłem wzorem zła.
Zwykle, gdy ktoś od nich odchodzi, ma wielkie problemy – może zostać ciężko pobity, a nawet zabity. Gdy strażnicy dowiedzieli się, że już nie grypsuję, administracja chciała mnie wysłać do innego więzienia. Ale ja im odpowiedziałem, że Jezus mnie ochroni i nigdzie nie pojadę. I rzeczywiście, gdy na drugi dzień wyszedłem na spacer, chociaż chodzili wokół mnie jak lwy ryczące, nawet włos nie spadł mi z głowy. Jeden z nich podszedł do mnie i spytał: Co się stało? A ja mu odpowiedziałem, że Bóg jest w moim życiu, a ja chcę służyć Jezusowi.
Uratowany
Od tamtej pory zmieniłem się, zacząłem pomagać ludziom, których wcześniej skrzywdziłem. Pisałem listy i przepraszałem, robiłem wszystko, aby się z nimi pojednać.
Pewnego dnia zacząłem się modlić, abym został uwolniony od palenia papierosów oraz używania wulgarnych słów i następnego dnia już byłem wolny!
Tymczasem choroba czyniła spustoszenie w moim organizmie, pojawiły się przerzuty w płucach. Przeleżałem 6 lat w szpitalach i sanatoriach; ważyłem 40 kg, modliłem się i wołałem do Boga, by mnie zabrał ? doświadczałem strasznego bólu. Ale pewien brat powiedział mi, że muszę mieć wiarę i modlić się ? nie wierzył, że Bóg powołując mnie do wiary, od razu chciał mnie zabrać. I ja w to uwierzyłem, prosiłem ludzi, aby modlili się o uzdrowienie. I zostałem wyrwany ze szponów śmierci! Zostałem uleczony! Nie potrafię wyrazić wdzięczności za to, co Bóg uczynił. Jeździłem potem od zakładu karnego do zakładu karnego, mówiłem o Bogu, zakładałem grupy modlitewne. Przeklinano mnie, wyzywano, rzucano we mnie słoikami a ja ufałem Bogu.
Nie wstydziłem się modlić, pościć, mówić o Bogu w wylęgarni diabła. Zakładałem zatyczki na uszy i się modliłem; moim miejscem modlitwy była wtedy ubikacja: jedyne ciche i bezpieczne miejsce, gdzie mogłem sam na sam porozmawiać z Panem. Będąc w więzieniu czułem się wolny, miałem radość w sercu! Czekałem na wolę Boga, czekałem, aż Pan powie, bym był naprawdę wolny. I przyszedł dzień, kiedy Bóg uwolnił mnie z więzienia, ale wcześniej dał mi osobę, która zastąpiła mnie w pracy w grupach modlitewnych. A zwolnił mnie ten sam sędzia, który skazał mnie na długie lata więzienia.
Smak biedy
Kiedy wyszedłem, miałem w kieszeni 130 zł. Wcześniej miałem wszystko: diabeł daje człowiekowi pieniądze, brudne złoto i srebro. Teraz nie miałem nic, ale miałem pokój w sercu, miałem radość, miałem Boga. Pierwsze kroki skierowałem do zboru w Ostrowie Wielkopolskim. Ale nie mogłem dostać pracy, gdyż byłem karany, nie dostałem renty, chociaż miałem drugą kategorię inwalidzką. Bieda zajrzała mi w oczy, czasami nie jadłem nic po 3, 4 dni, patrzyłem na sklep na wystawie i płakałem, bo nie miałem co jeść. Wołałem do Boga: Panie, ty dałeś mi życie, dlaczego nie mam co jeść? A diabeł wtedy podsuwał mi myśli: wróć do mnie, będziesz miał wszystko.
Byłem nawet u prezydenta Ostrowa, powiedziałem do niego: panie prezydencie, jak pan mi nie pomoże, to chyba zrobię sobie wywieszkę na piersi ?Wyszedłem z więzienia i jestem głodny?… Dali mi więc kolację i pieniądze, kupili jedzenie. Kiedyś Bóg mi powiedział: nie masz, ale daj, ja ci pobłogosławię. Szedłem wtedy ulicą i zobaczyłem żebrzącą kobietę. Przeszedłem obok niej, a Bóg mnie zawrócił ? i dałem jej 5 zł, wszystko, co miałem. Tego samego dnia człowiek ze zboru przyniósł mi dwie reklamówki jedzenia… To coś wspaniałego, jak Bóg się o mnie troszczył.
Remanent każdego dnia
Bóg mi pokazał, że z powodu moich doświadczeń mogę pracować w profilaktyce ? jeździć po szkołach, mówić o tym, czym grożą narkotyki i alkohol. Zacząłem pracę w stowarzyszeniu Arka Noego, cieszę się, że mogę pomagać ludziom. Teraz przeciwstawiam się złu, które sam kiedyś czyniłem, jeżdżę też po więzieniach zaangażowany w służbę więzienną, pomagamy także innym rodzinom, choć sami nie jesteśmy bogaci. Moja żona, chłopcy, garną się do tego. Bóg wiele rzeczy przygotował dla mnie, wiele rzeczy przygotował i dla was. Cieszę się z całego serca, że jestem żywy, że jestem zdrowy, mogę mówić o tym, co Bóg robi. Ale pamiętajmy: ja każdemu powtarzam, że musi się jednoznacznie opowiedzieć, po której stronie stoi. To nie jest tak, że możemy być raz letni, raz zimni, raz gorący! Widzę ludzi, którzy są po 20 lat w kościołach i nie wzrastają, ale maleją i w ich życiu nic się nie dzieje ? a czy my mamy 50 lat, 30 czy 70, to mamy być cały czas gorliwi dla Pana, iść za nim całym sercem, całym życiem.
Wiem, że nie możemy oglądać się na innych, ponieważ to zniechęci nas do wszystkiego: do pracy, do misji, do służby, nawet do chodzenia do kościoła. To straszne, gdy widzimy kogoś w kościele i w życiu codziennym, to jakbyśmy widzieli dwie różne osoby. Tak nie można. Trzeba zawsze być tą samą osobą! Kiedy tylko się nawróciłem w więzieniu, wielu osobom się to nie podobało, dokuczali mi, wyzywali mnie; ale po pewnym czasie, kiedy mnie cały czas obserwowali, zobaczyli, że naprawdę się zmieniłem, nabrali do mnie zaufania, przychodzili do mnie z problemami, radzili się, co zrobić z rozbitymi rodzinami, a kiedy modliłem się, mówili ciszej, nie chcąc mi przeszkadzać. Ale ja musiałem na to zapracować a z Bogiem nie ma rzeczy niemożliwych.
Dlatego zachęcam każdego z was, aby zrobił remanent w swoim życiu i to nie raz, ale cały czas, dzień po dniu. Nie wystarczy chodzić do zboru i się pokazywać raz na tydzień. Trzeba robić to, co się mówi. Musimy mieć Bożą dyscyplinę, bo inaczej będziemy sobie folgować, a grzeszki będę narastać. Czasami będą trudne chwile, ale życie bez Boga nie ma sensu. Przecież nie ma innej alternatywy!
Piotr Stępniak
P.S. Świadectwo nadesłał jego autor. Dziękujemy.




To jest najpiekniejsze swiadectwo,z jakim kiedykolwiek sie spotkalam.Tak,Bog jest Wielki.On przemienia nasze serca kazdego dnia.Zauwazmy Go w naszym zyciu,a zmieni je o 180 stopni!
By móc zaufać innym, potrzebuję świadomości tego, kim jestem a kim nie jestem. Sam Bóg daje nam najlepszy model takiego samookreślenia, kiedy na kartach Biblii mówi: „Jestem, który Jestem.” To są rzeczy, w których mam upodobanie, a to są grzechy, których nienawidzę. Bóg wyraźnie określa swoje granice oraz to, kim jest. Pragnie, byśmy także umieli określić swoje TAK i NIE w stosunku do wszystkiego, co nas otacza. Zapewni to nam wewnętrzną stabilność.
„Bo Ja, (Jestem który Jestem), który miłuję prawo i nienawidzę zbrodniczego łupiestwa, dam im słuszną nagrodę i zawrę z nimi wieczne przymierze.”
Izajasza 61:8 Będe się modlił Piotrek
Ja teraz potrzebuje pomocy Boga i Jego milosierdzia=cierpie bardzo psychicznie i wolam o ratunek dla siebie-pomodlcie sie za mnie….amen
Piotrze trzymaj się, tylko w Bogu sila.Byłeś u mojej młodzięzy, pamiętam. Módlmy się nawzajem. Pan dał nam Kościół i sakramenty, one są żródłem naszej mocy i lask. Z Bogiem
Piotrze dzisiaj pierwszy raz usłyszałam twoją historię życia.Był program w tv i tam opowiedziałeś o sobie.Zainspirowało mnie to i poruszyło.Jestem matką mającą 16 letniego syna,który zszedł na złą drogę.Próbowałam,go uchronic,ale nie słuchał.Wiem,że drzemie w nim dobroc,ale teraz musi on to odkryc.Chciałabym zapytac czy byłbyś zainteresowany spotkaniem z młodzieżą przebywającą w młodzieżowym ośrodku wychowawczym??????????Byc może nie zechcesz,ale proszę jako matka cierpiąca……
Przeczytałem te komentaże na temat mojego świadectwa, cieszę się, że są one różne i chciałbym się ustosunkować do nich. Tylko Bóg jest Wielki, chwała należy się tylko Jezusowi, a ja jestem prostym, skromnym człowiekiem, który bardzo kocha Jezusa, Jestem inwalidą z jednym okiem i płucem i to sam Bóg Ojciec troszczy się o mnie, bo jest moim zaopatrzeniem, każdy człowiek, który pozna Jezusa, zaufa Mu i przyjmię Go jako osobistego zbawiciela i Pana będzie zbawiony, nikt od nikogo nie jest lepszy czy gorsz, zbawia człowieka Jezus Chrystus a nie kościół dlatego zachęcam do czytania Biblii. Dlatego odrzuciwszy kłamstwo: niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami.
List św. Pawła do Efezjan 4:25 / Biblia Tysiąclecia
Blogosawię każdą osobę, która odwiedza tą stronę, zachęcam do szukania Bożej woli do twojego życia. Gepard
Dziękuję Ci Ojcze za Piotra.Historia ta porusza serce i wypełnia jednocześnie radością wielkiej Dobroci i Miłości Boga. Nasz Bóg naprawdę ma wspaniałe myśli o nas i doskonały plan na nasze życie.Przeszedłeś Piotrze bolesną drogę, ale jesteś teraz wielkim Bożym Błogosławieństwem dla zbłąkanych owieczek, które Ojciec chce przez nas pozyskać.I ty to fantastycznie w posłuszeństwie czynisz.Jesteś dla mnie wzorem wiernego dziecka Bożego.Niech Cię Bóg błogosławi obficie i poszerza wszelkie granice.
Znam ludzi którzy żyją bliżej biblii niż niektórzy z Was, robią wiele dobrego dla innych i nie należą do żadnego kościoła i oczywiście oni są gorsi od tych którzy się nawrócili i zostali Waszymi braćmi.
Ośmielę się odpowiedzieć choć nie jestem Piotrem. Piotr pracuje ale dzieląc się ewangelie, podróżując tam gdzie go zaproszą. Ma problemy ze zdrowiem (wzrokiem) a do większości pracy oczy są potrzebne. Co do zbawienia nie kwestia kto ile zrobił (uczynki dobre) ale czy narodził się na nowo (pokuta i nawrócenie).
No dobrze, wszystko OK. Tylko mam pytanie, bo słyszałem o Piotrze i zastanawiam się dlaczego nigdzie nie pracuje i proszę nie pisać że dla byłych więźniów nie ma pracy, bo znam paru i chłopaki mają pracę. Druga sprawa to czemu jest tak w zborach (nie wszędzie) że nastawienie do osób którzy nie są „nawrócone” można określić „jeżeli nie jesteś z nami to jesteś przeciwko nam”. Dlaczego osoby takie jak Piotr po nawróceniu są już zbawione chociaż wyrządziły wiele krzywd, a Ci którzy pomagają wszystkim na około w sposób taki w jaki mogą, a nie są członkami Zboru nie zostaną zbawione, takie stwierdzenia też słyszałem.
to świadectwo jest pełne nadziei.Mam podobny problem ,syn miał wypadek samochodowy w którym zginęła kobieta .Przeżywa to bardzo boleśnie cała rodzina.Syn jest w ciężkim stanie psychicznym.Dał nam do zrozumienia że gdyby Bóg był to nie dopuścił by do tego .Jest mi bardzo przykro ale mam nadzieję że przyjdzie moment w którym zrozumie że Bóg nie chce zła.
Ja oglądałem doświadczenie Piotra, daje naprawdę dużo do myślenia. Podobne historie zmieniają moje życie, film „datur” na http://www.datur.pl Niech dobry Bóg Was bogosławi
Ja też wyniosłam coś dla siebie z tego wspaniałego świadectwa: musze znowu zrobić remament w swojim życiu.
Pierwsze to co zauważyłem w tym tekście to żywy opis nawrócenia. Autor był zły i stał się dobry. Teraz musi podążać tą trudną drogą dobra. I autor fantastycznie napomniał o tym, że chrześcijanin nie może być letni, że nie może ulegać stagnacji, musi ciągle wzrastać. Nie możemy być letni jak chrześcijanin Laodycejski, o którym pisze Howard Pittman w swoim świadectwie (http://spiritlessons.com/dreams_and_visions/Placebo_howard_pittman_polish_Wielki_Cud.doc). Jest napisane „Obyś był albo zimny albo gorący!” (Ap 3,15). Tradycyjnie w ludziach „zimnych” widziano bowiem tych, którzy nigdy nie poznali Jezusa; w „gorących” widziano tych, którzy uwierzyli w Niego i w swoim życiu zrealizowali Jego naukę. W „letnich” zaś tych, którzy uwierzyli w Niego, ale z czasem przestali liczyć się z Jego przykazaniami.
jestema po operacji nowotworowej policzka i raditerapii.Twarz mam zniekształconą.Teraz muszę znalezsc sie w nowej rzeczywistiości.Część byłych znajomych odwóciła się ode mnie.Prosze Boga o siłę w prztrwaniu .Czy Bóg usłyszy moje prośby?Szukam osób z podobnym problemem. Chciałm się dowiedzieć jak sobie poradzili.
Tak to prawda z Bogiem nie ma rzeczy niemożliwych!!!Chwała Bogu, że okazuje łaskę wszystkim nawet tym, w których stronę ludzie nie chcą patrzeć( ale nie my którzy Go poznaliśmy).Niech Bóg błogosławi Waszą rodzinę.Chciałabym zadać kilka pytań ale nie tak na forum. Czy jest to możliwe?pozdrawiam
Niesamowite, piszę właśnie pracę mgr. o ludziach, którzy doświadczyli smierci klinicznej i tego w jaki sposób to przeżyte doświadczenie wpłynęło na ich życie ciesze się że mogłam przeczytać o Tobie i Twojej wielkiej przemianie pomiętaj, że wszystko w zyciu ma ukryty w sobie cel, który prowadzi nas do miłującego Boga
CHWAŁA BOGU ZE ŻYJE I DZIAŁA I ZE PIOTR ROBI TAK WSPANIAŁA PRACE A JEGO TRUD NIE JEST DAREMNY.
Pan jest wielki jak cudownie że nie za nasze uczynki mamy jego zbawienie tylko z jego łaski
dlatego każdy z nas ma szanse na wyzwolenie niezależnie co uczynił jesteś Piotrze tego świadectwem i chwała Bogu ponieważ jest szansa dla tych co tkwią w grzechu pisząc to dodaje sobie otuchy ponieważ tak jak siostra mama oczekuję na syna który błądzi{narkotyki]choć poznał Pana został znowu odłączony od Niego
Piotrze życzę ci wiele bógosławieństwa w dalszej pracy dla Pana. Moja mamusia i tatuś modlili się przez ponad 20 lat o to żebym wróciła do Jezusa Chrystusa i Pan Bóg ich wysłuchał. Dziś cieszą się z mojego nawrócenia. Mam to szczęście ,że jeszcze żyją. Mamusia ma 75 lat a tatuiś 77 lat. Kiedy do nich przyjeżdżam ich twarze lśnią pięknym blaskiem i razem cieszymy sie i modlimy do naszego Zbawcy Jezusa Chrystusa o nawrócenie mojego brata. Droga mamo zaufaj Jezusowi , dla Niego nie ma rzeczy niemożliwej.
Witam mamę w Panu Jezusie i chciałbym oznajmić wszystkim,że bardzo chciałbym mieć mamę bo tak naprawdę nigdy jej nie miałem,boli mnie serce jak widzę płaczącą matkę,ile razy moja mama płakala?nie wiem i nigdy się nie dowiem bo jej już nie ma ale wiem ile jej wyrzadzilem krzywdy moim, życiem i postępowaniem Wolam do Boga o wszystkie matki,które cierpią z powodu własnych dzieci aby Pan ukoił ten bul,będe modlił się o twijego syna siostro-mamo i blogosławię ciebie i twoją rodzinę wierzcie,że syn wróci do Boga amen! Piotr stępniak
Mama, nie trac nadziei. Jak w tytule swiadectwa Piotra – w Bogu nie ma rzeczy niemozliwych. Mocno wierze, ze twoje dziecko wroci znow do Pana. Pozdrawiam.
czytam i płaczę…jedno z naszych dzieci(16lat)przechodzi Twoją ciemną dolinę.Służymy Bogu wiele lat, ale diabeł wdarł sie do naszego domu i słyszę za plecami jego śmiech z powodu wyborów naszego dziecka.To jak tragedia grecka-każde rozwiązanie przynosi dramat.Już nawet nie proszę Boga o to,żeby go uchronił, tylko, żeby to wszystko skończyło się zbawieniem.
Dziękuję Piotrze za twoje świadectwo. Dziękuję Panu Bogu, że pobudził cię do tego abyś je napisał. Bardzo mnie ono poruszyło i skruszyło moje serce. Pozwoliło też, jako osobie, która była daleko (wierzę, że dzięki łasce Bożej) od świata przestępczego, wręcz bała się ludzi, którzy w tym są, spojrzeć na to inaczej. Do naszego zboru, we Wrocławiu, też trafiają czasami ludzie, którzy nawrócili się w więzieniu. Po wyjściu stamtąd przychodzą, szukają swojego miejsca w społeczności ludzi wierzących. Dzięki twojemu świadectwu mogę w nowy, w pełni Boży sposób spojrzeć na nich. Dziękuję też za słowa zachęty do remanentu w codziennym życiu. Mają one moc; pragnę to czynić. Chwała naszemu cudownemu Panu za wszystko czego dokonał w twoim życiu. Jego błogosławieństwo i łaska niech będzie z tobą i całą twoją rodziną.
Drogi Bracie! Chwala Bogu za to, co u czynil w Twoim zyciu! To niesamowite swiadectwo, poruszylo mnie mocno i dziekuje Panu ze moglam to przeczytac. Niech Bog blogoslawi Tobie i Twojej rodzinie.