PytaniaRóżne

Transseksualne zaimki osobowe: nie można zmuszać chrześcijan do kłamania

dysforia płciowa

Czy chrześcijanie powinni używać transseksualnych zaimków osobowych?

Niektórzy myślą, że tak, łącznie z pewnymi chrześcijanami, których skądinąd podziwiam. Nie zamierzam się z nimi kłócić, ale chcę ująć to pytanie w prostszej formie, która dla wielu chrześcijan będzie trafieniem w sedno.

Prawdziwe pytanie brzmi: czy chrześcijanin powinien kłamać?

Ci, którzy bronią transseksualnych zaimków osobowych, z reguły nie uważają, że kłamią. Mogą uważać, że transseksualne kobiety są kobietami i powinny posługiwać się takimi zaimkami, jakimi posługują się kobiety biologiczne. Albo mogą uważać, że gdy zwracają się do kobiety transseksualnej przez „ona”, nie wydają oceny o prawdziwości tego stanu, ale jedynie wyrażają preferencje transseksualnej kobiety.

Prawdą jest też, że każdy może bezwiednie używać transseksualnych zaimków osobowych; ktoś, kogo znamy lub na kogo nagle trafiamy, może być tak dobrze „zrobiony”, że przypadkiem użyjemy zaimka trans.

Wszystko to nie jest istotne dla dr Davida Mackeretha, który jak wielu chrześcijan, uważa, że świadome używanie transseksualnych zaimków osobowych to kłamanie na temat rzeczywistości.

Nasz język powinien odzwierciedlać rzeczywistość

Nie trudno zobaczyć, dlaczego. Chociaż nasz postmodernistyczny świat mówi o „moich zaimkach”jako czymś, co każdy może sobie wybrać, zaimki, tak jak cały język, tak naprawdę są sprawą osoby mówiącej, a nie tej, o której jest mowa. Gdy mówimy, każdy z nas opisuje świat tak, jak go rozumie. Chociaż nasze słowa mogą mieć moc, nie zmieniają mężczyzn w kobiety, ani kobiet w mężczyzn. Język chrześcijan powinien odzwierciedlać rzeczywistość, jaką sam Bóg powołał do istnienia, co obejmuje rzeczywistość naszej wrodzonej (tzn. prawdziwej) płci.

Na podstawie biblijnych zapisów o stworzeniu, David Mackereth wierzy, że Bóg stworzył mężczyzn i kobiety. Macereth jest też lekarzem, który dość dobrze zna anatomię, by wiedzieć, że podstawowa nauka to potwierdza. Oczywiście, istnieją uwarunkowania między-płciowe, ale nie są one przedmiotem sprawy, jeśli mówimy o transseksualizmie, w którym każdy ponoć może określić swoją „prawdziwą” płeć lub zaimek, i domagać się, by inni to honorowali.

Znajdą się chrześcijanie, którzy są gotowi bronić transseksualnych zaimków. Nie słyszałem jednak o chrześcijanach, którzy broniliby rutynowego kłamania. Dziewiąte przykazanie mówi o „nie składaniu fałszywego świadectwa”, co chrześcijanie od wieków rozumieją jako odnoszące się też do kłamstw. „Kłamliwe usta” często są potępiane w Psalmach, a Paweł apostoł napomina chrześcijan, by odsunęli od siebie fałsz i mówili prawdę (Efezjan 4:25).

Uważam, że są tu rzadkie wyjątki, gdy stawką jest ochrona życia (przykład Rachab w Księdze Jozuego 2). Niektórzy chrześcijanie są bardziej radykalni i twierdzą, że kłamstwo nigdy nie jest dopuszczalne. Tak czy inaczej, kłamanie dla własnej wygody wyraźnie nie jest usprawiedliwione.

Kłamstwo w imię miłości

A co z kłamaniem w imię miłości? Co, jeśli wiemy, że zaimki trans są złe, ale używamy ich po prostu z miłości do osoby transseksualnej, sądząc, że nie zgadzanie się z jej preferowanym zaimkiem osobowym jest pewną przeszkodą dla Ewangelii?

Problemem jest tutaj założenie, że prawda i miłość mogą być we wzajemnej opozycji. To jednak nie jest pogląd chrześcijański. Jezus Chrystus jest drogą, prawdą i życiem. Bóg jest miłością. Prawda i miłość nie mogą być wobec siebie w opozycji, tak jak Bóg i Chrystus nie są w opozycji. Dlatego w słynnym rozdziale o miłości z 1 Listu do Koryntian 13 czytamy, że „miłość raduje się z prawdy”.

Czasem może się to wydawać surowe, jednak świadome zgadzanie się z zaimkiem i tożsamością, o których wiemy, że są fałszywe, to zwykły brak życzliwości. Każde potwierdzenie tożsamości transseksualnej utwierdza tożsamość, która stoi w sprzeczności z rzeczywistością tego, jak Bóg kogoś stworzył. Właśnie te mikro-potwierdzenia tak naprawdę prowadzą innych drogą pomieszania płci, a to z kolei stawia dalsze przeszkody dla Ewangelii.

Czy używanie preferowanych zaimków osobowych jest rozsądne?

Używanie preferowanych zaimków osobowych może być widziane jako rozsądne tylko dlatego, że kościół stał się tak bardzo znieczulony na transseksualizm. Jednak nie uważam za rozsądne, by ktokolwiek odnosił się do mnie inaczej, niż zgodnie z tym, kim naprawdę jestem, czy chodzi tu o preferowane zaimki osobowe, czy o jakikolwiek inny, opisowy język.

Gdy byłem nastolatkiem, dla żartów wysłałem podanie do FA (Football Association), na stanowisko dyrektora angielskiego footballu, opisując swoje sukcesy w kierowaniu zespołami w grach komputerowych i dodatkowo określając siebie jako gwiazdę rocka o międzynarodowej renomie. Czy powinienem czuć się urażony, że w piłkarskim serwisie internetowym opublikowano w tym czasie artykuł, w którym zauważono moje podanie, ale zakwestionowano moje kwalifikacje gwiazdy rocka? Bardzo mało prawdopodobne, bym został kiedyś muzykiem rockowym, ale już zupełnie niemożliwe, bym kiedykolwiek został kobietą. Dlaczego miałoby być rozsądne, by ktoś miał kontrolę nad sposobem, w jaki kogoś się opisuje?

Czy powinniśmy łagodzić prawdę ze względu na ewangelizację?

Jestem przekonany, że chrześcijanie dokonują mylnych kalkulacji, wierząc, że jedyną, albo nawet najlepszą strategią ewangelizacyjną jest minimalizowanie wszelkiej możliwej obrazy przez łagodzenie prawdy. Tożsamość płciowa to dla niektórych bożek, który nieuchronnie ich zawiedzie. Osoby transseksualne, które ostatecznie wracają do swojej płci, będą pamiętać i cenić chrześcijan, którzy z miłością, lecz przy tym wyraźnie wypowiadali się przeciwko temu bożkowi.

Co więcej, trzeba jeszcze wziąć pod uwagę przyglądający się świat. Czy używanie preferowanych zaimków osobowych pomaga nam docierać do rodziców nastolatków, którzy martwią się transseksualizmem swoich dzieci? A co z chrześcijanami, którzy są krytycznie nastawieni do transseksualizmu? Albo z muzułmanami? Czy z kimkolwiek innym, kto nie zgadza się z ideologią gender? Powinniśmy decydować o naszym zachowaniu w oparciu o zasady i prawdę, a nie w oparciu o nasze pojęcie o tym, co jest strategiczne, przy czym krytycznie odnosiłbym się do każdej strategii, która ignoruje tych ludzi.

Zmuszanie nie jest opcją – opcją powinno być unikanie

Nie chcę przez to powiedzieć, że chrześcijanie przy każdej okazji powinni używać poprawnych zaimków osobowych. Można znaleźć mądrość w taktykach unikania, gdy zamiast zaimków używamy imion, gdy tylko to możliwe. W Biblii imiona z pewnością używane są bardzie elastycznie, niż zaimki, i w rzeczywistości nie obejmują prawdziwego twierdzenia.

Gdy prawda była atakowana w Rosji sowieckiej, Aleksander Sołżenicyn napisał esej pod tytułem „Żyj bez kłamstwa”. Rod Dreher zapożycza ten tytuł w swojej niedawno wydanej książce, w której zachęca chrześcijan: „Możecie nie mieć siły, by publicznie stanąć i powiedzieć, w co naprawdę wierzycie, ale możecie przynajmniej odmówić powiedzenia tego, w co nie wierzycie”.

Ta wolność jest atakowana.

Cokolwiek osobiście uważasz o mądrości używania transseksualnych zaimków osobowych, faktem jest, że według wielu chrześcijan, używanie preferowanych zaimków to kłamanie. Czy chcesz żyć w społeczeństwie, w którym chrześcijanie mogą być zmuszeni, by kłamać?

Autor: Paul Huxley, kierownik komunikacji w Christian Concern

Źródło: Christian Today

pokaż więcej

Podobne wiadomości

1 komentarz

  1. kościół katolicki kłamie od chwili swego powstania, jest zbudowany na zbrodni i na kłamstwie !!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button