Muzyka

Naomi Raine i jej osobista podróż na płycie „Journey”

journeyNaomi Raine, laureatka nagrody GRAMMY, Billboard Music, Dove i Stellar, wydała niedawno nową płytę solową zatytułowaną „Journey”, przy współpracy z wydawnictwem TRIBAL Records. W piętnastu utworach wyprodukowanych przez Raine i G. Morrisa Colemana, a także w siedmiu prywatnych „pogawędkach w samochodzie”, Raine zabiera słuchaczy w swoją życiową podróż, przez wyżyny i doliny swojego małżeństwa, macierzyństwa, zdrowia psychicznego i innych obszarów. Pisząc bardzo szczere i osobiste teksty, artystka dotyka życiowych trudności, znajdując akceptację na każdym etapie podróży. „Journey” prowadzi przez traumatyczne obszary jej przeszłości, jednocześnie przekazując optymizm i nadzieję na ich pokonanie. W wywiadzie dla TCB, Naomi Raine wyjaśnia, w jaki sposób nowa płyta pozwala spojrzeć za kulisy jej drogi, która zaczęła się w 2016 roku, umożliwiając wykonanie kilku najbardziej popularnych piosenek współczesnej muzyki uwielbienia w wiodącej roli w Maverick City Music. Naomi mówi też o pełnym wejściu w obecność Pana oraz o zmieniającym się znaczeniu nowych piosenek od momentu ich powstania.

Czy mogłabyś opowiedzieć o linii czasowej powstawania „Journey”? Kiedy miałaś pierwszą wizję tego solowego albumu?

Początki sięgają 2016 roku. Pisałam piosenki i pracowałam nad albumem muzyki uwielbienia, który następnie wydałam, zatytułowanym „Back to Eden”. Miałam wizję bycia w obecności Boga, lecz nadal z przepaską na biodrach. Wtedy Bóg powiedział, żebym weszła w Jego obecność bez przykrywania się. Dlatego pierwotnie miała to być podwójna płyta, wydana z „Back to Eden”, pokazująca część zakulisową („Journey”) razem z uwielbieniem („Back to Eden”). Wierzę, że ta muzyka jest procesem, w jaki Pan mnie wprowadził, bym mogła zaśpiewać piosenki takie jak „Promises” i „Jireh”.

Czy jest utwór, który teraz ma dla ciebie inne znaczenie niż w czasie, gdy po raz pierwszy na niego trafiłaś?

W rzeczywistości, nie wszystkie piosenki, jakie napisałam do tej płyty, znalazły się na niej. Niektóre zostawiłam, by po prostu pamiętał o nich tylko Jezus i ja. Są też inne, do których musiałam wrócić i jeszcze raz się im przyjrzeć. „Like You” to jedna z tych, które w dużej mierze wyszły bez szwanku. „Safe” zmieniłam trochę pod względem muzycznym. Są też piosenki takie jak „OK”, które przeszły pełną transformację. Nawet „Not Ready” była wcześniej zatytułowana „I Want To Know You”, a teraz to zupełnie inna piosenka. Pochodzi z tej samej przestrzeni, ale brzmieniowo jest inna, lirycznie też.

Jak chciałabyś, by ten projekt wpłynął na innych?

Chcę, by ludzie słuchali i byli pogodzeni z tym, gdzie teraz są w swojej podróży z Panem. Możemy czasem patrzeć na postaci biblijne, jak Józef, i nie godzić się, że latami siedział w więzieniu, i próbować przeskoczyć do pałacu. Chcę, by ludzie wzięli ten album, pokochali go i po prostu śpiewali i czuli się dobrze tam, gdzie są, wiedząc, że Bóg ich przeprowadzi.

Czy jest jakiś tekst, który w opinii słuchaczy wyróżnia się swoim oddziaływaniem?

Nie myślałam, że ludzie przyjmą tę płytę tak dobrze, jak przyjmują, ponieważ wiem, że są przyzwyczajeni do słuchania u mnie muzyki uwielbienia. Reakcje są naprawdę wspaniałe, dostaję podziękowania za przejrzystość i prawdziwość. Tekstem, o którym najczęściej mówią, jest pierwszy werset „Not Ready”: ‘Bądźmy szczerzy, Jezu, jestem w rozsypce’. Ludzie naprawdę się z tym utożsamiają, bo to prawdziwe słowa. Nie musimy niczego lukrować przed Bogiem. On wszystko widzi i wie. On tego chce.

Jak odróżniasz swój projekt solowy od pracy z Maverick City?

Jest inny, bo nie muszę nikomu ulegać na obszarze twórczości lub ekspresji. Maverick City jest społecznością, nie grupą, ale jesteśmy też zespołem, dlatego ulegamy sobie nawzajem. Ujawnia się to na wiele różnych sposobów – w pisaniu, w muzyce, nawet w dostawie i przestrzeniach, jakie zajmujemy lub nie zajmujemy. Pod tym względem, nie muszę tego robić. Mogę przekazać to, co mi się przydarzyło i kim naturalnie jestem. Mogę wypełnić całą przestrzeń bez udziału innych. Uwielbiam być w zespole, ale uwielbiam też grać swoją rolę i to, co jest prawdziwe dla mnie i bardzo unikalne dla mnie.

Czy myślisz o połączeniu nagranego albumu z elementami wizualnymi?

Nagraliśmy kilka wersji akustycznych niektórych piosenek i niedługo będę to wydawać. Mamy materiały wizualne, ale chcę, by były tylko wstępem do rozmowy. Chcę to kontynuować. Może będziemy mogli wydać w podobny sposób kilka kolejnych piosenek, które opowiedzą dalszy ciąg historii. Chcę, by harmonizowały brzmieniowo, ale też wizualnie. Będziemy wydawać kilka następnych materiałów wideo.

Kto lub co jest obecnie dla ciebie źródłem inspiracji, muzycznie i duchowo?

W dużej mierze jest nim prawdziwe życie, rozmowy i słuchanie kazań. Mój pastor, G. Morris Coleman, ale też Steven Furtick, pełnią zasadniczą rolę w inspirowaniu mnie i motywowaniu. Ale spora część inspiracji tak naprawdę pochodzi z moich kuchennych rozmów z mamą, z przyjaciółmi, i nawet z dziećmi.

Na co najbardziej czekasz w ostatnich miesiącach 2022 roku?

Szczerze, nie mogę się doczekać listopada i grudnia. Czekam na zimę, tak naprawdę na święta. Oczekuję fantastycznie przytulnych chwil z dziećmi, by po prostu siedzieć i pić gorącą czekoladę i nic nie robić w tak wspaniały sposób z tymi, których kocham. Cały rok pracujemy, dlatego czekam na chwilę, by odpocząć i się zrelaksować.

Jessie Clarks (rozmawiał z Naomi Raine)

Źródło: The Christian Beat

pokaż więcej

Podobne wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button